Już od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem napisania artykułu, w którym chciałabym się przyjrzeć niektórym muzycznym stronom internetowym. Mam tu na myśli oficjalne witryny internetowe zespołów oraz wokalistów. Oczywiście internet jest tego pełen, bo i świat muzyczny do małych nie należy, dlatego nie mam aspiracji na wnikliwą analizę wszystkiego, co tylko można znaleźć. Nie jest też moją ambicją, aby poddać strony internetowe wnikliwemu przeglądowi pod względem funkcjonalności, wyglądu, interaktywności czy jeszcze innymi. Nie uznaję się za specjalistkę w tych dziedzinach, chciałabym raczej spojrzeć na te strony internetowe z punktu widzenia średnio zaawansowanego użytkownika internetu i słuchacza poszukującego w wirtualnym świecie informacji na temat danego wykonawcy. Naturalnie moje spojrzenie będzie w pewien sposób “spaczone” ze względu na to, że trochę już siedzę w branży (typo)graficznej i przywiązuję dużą wagę do tego, jak coś wygląda i na ile jest praktyczne.

Tak czy inaczej opinie przedstawione poniżej są całkowicie subiektywne, a i sam tekst nie będzie aspirował do miana opiniotwórczego. Jestem za to otwarta na dyskusję i z radością powitam wszelkie komentarze (także takie od zagorzałych fanów zaciekle broniących stron ich ulubionych wykonawców). Dlatego też zachęcam nie tylko do przeczytania tego, co mam do przekazania, ale także do wejścia na opiniowane przeze mnie strony i przekonanie się na własnej skórze, czy moje wymysły mają w sobie coś z prawdy, czy może jest to stek bzdur ;].

Jak już wspomniałam na początku, nie sposób przeanalizować wszystko i dlatego postanowiłam zrobić selekcję. Przyjrzę się 4–5 stronom zespołów/wokalistów, których łączy podobieństwo gatunkowe. Będą to grupy z kręgu tzw. popularnego rocka. Są to zespoły ostatnio bardzo znane i zajmujące wysokie miejsca na liście odsłuchań serwisu Last.fm.

Zaznaczam, że opiniuję wyłącznie ich strony internetowe i nie będę odwoływać się do muzyki wykonywanej przez te zespoły. Nie jestem fanką żadnego z nich, więc pod tym względem można spodziewać się obiektywizmu. Wszystko inne będzie moim subiektywnym odczuciem. Zależy mi na zauważeniu pewnych trendów, powtarzających się elementów itp.

Po tym przydługim wstępie (który jednak musiał się pojawić i mam nadzieję, że dzielnie przez niego przebrnęliście), mogę przejść do rzeczy.

Coldplay: w gronie przyjaciół

Po szybkim załadowaniu się strony na głównej wita mnie centralnie umiejscowiona grafika będąca okładką komiksu. Niewątpliwie to ona zwraca na siebie całą uwagę, przynajmniej w pierwszej chwili. Szkoda tylko, że żeby zobaczyć ją w całości, muszę nieco przewinąć sobie okno przeglądarki (korzystam z ekranu o rozdzielczości 1280×800). Można chyba było minimalnie zmniejszyć obrazek, żeby właściciele monitorów o mniejszych przekątnych nie czuli się pominięci. Nad grafiką znajduje się menu oddzielone od reszty strony poziomą różową kreską. Menu jest jak na mój gust dość nietypowe, bo oprócz tekstu zawiera również ilustrację do niego. W zasadzie wszystkie obrazki logicznie wiążą się z podpisami, jedyne co mnie zastanawia to jaki związek z listą koncertów ma ilustrujący ją motylek… Nie będę tu jednak wnikać, ponieważ specyfika zespołu jest mi obca. Podoba mi się to, że po najechaniu na elementy menu ilustracje się animują. Rysunki są proste, ale w połączeniu z animacją sprawiają bardzo przyjemne wrażenie. Na stronie głównej po prawej i lewej stronie grafiki (która jest jednocześnie odnośnikiem do polecanego newsa) znajdują się linki, także graficzne, do konkretnych podstron, kont na portalach społecznościowych oraz lista aktualności. Całość przedstawiona jest za pomocą kolorów niebieskiego, różowego i czerni jako tła, więc nie bije po oczach, a ponieważ nagłówki i grafiki sprawiają wrażenie pisanych/rysowanych odręcznie, od razu czuję się tak, jak gdybym była w gronie przyjaciół.

Poszczególne podstrony mają w zasadzie identyczny układ i są zamknięte w niewielkiej przestrzeni, odgrodzone od menu i stopki ze “społecznościówkami” poziomymi liniami. Za scrolle w tych podstronach służą linie z grotami po obu stronach, co mnie osobiście irytuje, ponieważ gdy używam scrolla w myszce, przesuwa mi się cała strona, a nie tylko ten fragment wewnątrz. W związku z tym, za każdym razem, gdy chcę coś przesunąć na podstronach, muszę łapać za te strzałki. Obniża to komfort przeglądania strony.

Strona zawiera w zasadzie wszystko to, co powinna: newsy z życia zespołu, listę koncertów, informacje o wydanych albumach, odnośnik do sklepiku, linki do portali społecznościowych. Nie udało mi się jednak znaleźć podstrony zawierającej info o zespole i jego historii. Domyślam się, że fanom Coldplay nie jest to szczególnie potrzebne, bo znają te rzeczy na pamięć, ale ja na przykład nie wiem nawet, jak nazywa się wokalista i o ile nie będę miała tyle szczęścia, że akurat będzie wzmianka o nim w jakimś newsie, to się tego z oficjalnej strony nie dowiem.

Na plus na pewno można zaliczyć to, że pod względem typografii i ilustracji, strona jest dość charakterystyczna. Niemniej minusem jest brak tak oczywistej (może zbyt oczywistej?) podstrony jak Historia zespołu czy Skład.
Negatywny szok wywołuje też u mnie brak logo zespołu na stronie głównej (i na podstronach w zasadzie również). Na początku myślałam, że może filtr antyreklamowy mi coś przez pomyłkę zablokował, ale sprawdziłam w innej przeglądarce i nie ma różnicy.

The Killers: na odludziu

Z zupełnie inną strategią mamy do czynienia na stronie zespołu The Killers. Ekran startowy widoczny przed przejściem na stronę główną informuje o najnowszym singlu, którego możemy posłuchać poprzez odtworzenie wstawionego pod grafiką wideo z YouTube’a. Pod nim znajduje się przycisk przekierowujący na właściwą część witryny. I tutaj drobna niespodzianka dla tych, którzy niezbyt często mają okazję obcować z nietypowymi stronami. Naszym oczom ukazuje się krajobraz pustynny, po którym “porozrzucane” są różne rzeczy takie jak stara szafa grająca, budka do robienia zdjęć, autobus, makiety jakichś budynków czy nawet odcięta ręka. Ze względu na tło, w pierwszej chwili nie widzimy menu znajdującego się na górze strony obok logo zespołu. Kiedy jednak przesuniemy nieco krajobraz poprzez umieszczenie kursora na prawym lub lewym krańcu okna i tło się rozjaśni, zobaczymy odnośniki do poszczególnych podstron. Są one tożsame z “rekwizytami” umieszczonymi na pustyni i otwierają się w taki sposób, że tło zostaje zaciemnione, a na nim pojawia się okno z daną stroną. Razem z oknem otwiera się w prawym górnym rogu pasek nawigacji zawierający od kilka przycisków. Ich zastosowanie jest niekiedy dość zagadkowe, ponieważ nie są podpisane i żeby się przekonać, co robią, trzeba po prostu w nie kliknąć. Na podstronie z muzyką służą na przykład do przełączania pomiędzy poszczególnymi albumami, z kolei w dziale ze zdjęciami wskazują poszczególne grupy fotografii zespołu.

Ciekawie rozwiązano podstronę Video, która wygląda jak galaktyka z rozmieszczonymi w różnych miejscach filmami. Nagrania otwierają się w nowych oknach, ale niestety nie zawierają paska z postępem ani przycisku play/pauza, co przy moim nieco obciążonym połączeniu internetowym powoduje, że filmy zacinają się podczas ładowania i nie ma mowy o płynności w oglądaniu. Domyślam się, że twórcy założyli, że wszyscy korzystają z szybkiego internetu.

Na stronie znajdziemy też fanklub (The Victims – interesująca nazwa…) i to w nim umieszczono informacje o zespole. Podstrona ta jest zresztą samowystarczalna, ponieważ zawiera dział muzyczny, fotograficzny, sklep, dane kontaktowe, info o trasie koncertowej, forum dyskusyjne i wszystko inne, czego mógłby zapragnąć szanujący się fan grupy.

Witryna The Killers jest niewątpliwie oryginalna i wszystko jest tu dobrze przemyślane, dzięki czemu łączy się w logiczną całość. Jeśli miałabym jej coś zarzucić, to może brak odnośników do mediów społecznościowych. Nigdzie nie dopatrzyłam się chociażby linka do strony na Facebooku. Niemniej strona sama w sobie jest ciekawa, interaktywna i zachęca do odkrywania jej zakamarków. Martwi mnie tylko to, że przeglądanie jej w komórce może okazać się dość uciążliwe. Nie brnę jednak w ten temat, ponieważ nie mam warunków technicznych do tego, by sprawdzić jej funkcjonalność.

The Fray: w labiryncie okienek

Wchodząc na stronę The Fray widzimy, podobnie jak w przypadku The Killers, ekran powitalny. Tutaj informuje on o trasie koncertowej (stan na 18.07.2012). Ogromny odtwarzacz, który pojawia się po przejściu na część właściwą witryny, zapewne zawiera jakiś teledysk. Piszę “zapewne”, ponieważ u mnie wyskakuje błąd 404 i komunikat, że wideo zostało usunięte lub przeniesione. Sytuacja powtarza się w innej przeglądarce. Cóż, nie obejrzę. Jak się okazuje, odtwarzacz znajduje się też na innych podstronach i wyskakujący komunikat jest równie, a może nawet bardziej, irytujący niż za pierwszym podejściem (btw, dajcie znać, czy też macie ten problem).

Pierwszą rzeczą, która zwróciła moją uwagę, i to nawet na plus, jest obecność kilku wersji językowych (coś, czego nie było na dwóch poprzednich stronach). Oprócz tego górny panel zawiera okienko logowania, newsletter i odnośniki do portali społecznościowych. Menu z kolei znajduje się u dołu strony, choć trudno się w pierwszej chwili zorientować, że to menu. Stanowią je niepodpisane ikonki będące odnośnikami do poszczególnych zakładek. Tradycyjnie są więc aktualności, multimedia, koncerty, sklepik. Moją uwagę zwróciła pierwsza ikonka od lewej, która odsyła do ściany (Wall). Skojarzenia Facebookowe? Słusznie, bo o to właśnie chodzi. Podstrona ta zawiera chronologicznie ułożone komentarze fanów zamieszczone pod różnymi elementami strony (np. pod tytułem piosenki, jakąś wiadomością czy informacją o koncercie). Aby jednak móc komentować, należy się najpierw zarejestrować.

Przeglądając wnikliwie stronę muszę jednak stwierdzić, że poruszanie się po niej jest bardzo uciążliwe. Jest mnóstwo okienek, praktycznie każdy element, album, news, komentarz mają własne “pudełko”. Przewijania jest co nie miara przez to, że witryna została “zamknięta” i tylko jej środek można ruszyć. Podstrona z albumami zawiera elementy, które mogłyby być co najmniej o połowę mniejsze. Do tego jeszcze niedziałający odtwarzacz wspomniany wcześniej przysłania lwią część każdego działu. Mam nadzieję, że tylko u mnie jest taki błąd i być może inni mają większy komfort przeglądania. W każdym razie po wejściu w trzy zakładki odechciewa mi się dalszego szperania.

Pełna obaw otwieram podstronę z filmami i tu na szczęście nie natykam się na odtwarzacz. Filmy są pogrupowane tematycznie. Spodziewam się jednak, że po wybraniu jakiegoś teledysku zobaczę go chociaż w dużej rozdzielczości na środku ekranu (lub nawet na cały). Niestety jest on upchnięty po lewej stronie w, jakżeby inaczej, okienku. Całe szczęście, że jest chociaż opcja widoku pełnoekranowego…

Krótko mówiąc, korzystanie z oficjalnej strony The Fray jest dla mnie doświadczeniem raczej niemiłym i wywołuje we mnie dużą irytację. Po krótkiej chwili staram się raczej przetrwać niż czegoś dowiedzieć. Przykre, biorąc pod uwagę to, jak dużą bazę fanów ma zespół (ponad 3 miliony na samym Facebooku) i jaką słuchalnością się cieszy.

Snow Patrol: magia prostoty

Już pierwszy rzut oka na stronę Snow Patrol działa pozytywnie na moje samopoczucie. Jest względnie jasno, kolorowo (ale bez przesady) i z dużą typografią, do której mam słabość. Zresztą taką typografię można spotkać ostatnio wszędzie w internecie. W przypadku Snow Patrol odpuszczono sobie ekran powitalny, a na głównej uwagę zwraca ogromny orzeł — grafika z okładki najnowszej płyty. Menu znajduje się w tradycyjnym miejscu na samej górze wraz z opcjami logowania za pomocą mediów społecznościowych. Zakładki mają nazwy tak oczywiste, że niczego nie trzeba się domyślać. Strona główna jest przejrzysta, zawiera slider z polecanymi newsami, najnowszy teledysk, a pod nimi listę pozostałych aktualności, info o nadchodzących koncertach, wybór zdjęć i banner wersji na iPada. W stopce mamy powtórkę z menu, tym razem jednak bardziej szczegółową. Wszystko jest ładnie zgrane kolorystycznie, z wykorzystaniem motywu z najnowszego albumu.

Każda podstrona zawiera wszystko to, co powinna, a do tego niemalże wszędzie znajdują się różne ciekawostki (np. w dziale Band jest okienko z piosenką miesiąca, co prawda nieco nieaktualną, ale pomysł interesujący). Każdy dział jest interaktywny, wszystkie umieszczone newsy, zdjęcia, filmy można komentować, na stronie jest również odnośnik do forum (Community). Jest też możliwość czatowania w czasie rzeczywistym z innymi internautami przeglądającymi w danej chwili stronę.

Prawdę powiedziawszy jedynym, do czego mogę się “przyczepić” jest brak innych wersji językowych. Niemniej strona robi na mnie tak dobre wrażenie, że jej dostępność wyłącznie w języku angielskim ani trochę mi nie przeszkadza. Nikt tu z niczym nie kombinował, postawiono na prostotę, ale jednocześnie profesjonalizm i to się sprawdza. Byłoby idealnie, gdyby menu podążało razem ze stroną, tak by podczas przewijania w dół było zawsze widoczne i dostępne. Brak tej opcji nie jest minusem, ale kiedy widzę dobrze zrobioną stronę, to chciałabym już mieć na niej wszystko to, co czyniłoby ją perfekcyjną.

Kings Of Leon: all inclusive?

Stylizacja Kings Of Leon nigdy nie robiła na mnie szczególnego wrażenia. Przede wszystkim odrzuca mnie logo zespołu z pretensjonalną czcionką udającą pismo odręczne. Są logotypy wykorzystujące tzw. pisankę, które wyglądają dobrze. Ten też brzydki nie jest, ale jakoś nie pasuje mi do grupy.

Niestety strona pod względem wizualnym jeszcze pogłębia moją niechęć do wspomnianej stylizacji. Czerń tła w połączeniu z dziwnymi brązowymi wzorkami kojarzącymi mi się z tanią tapetą lub jakimiś łańcuchami wywołują u mnie wrażenie, jakby projektant wrzucił pierwszy lepszy efekt z programu graficznego. Całość strony bazuje na połączeniu czerni, bieli i brązów, co może tworzyłoby udany efekt, gdyby witryna nie była tak przeraźliwie pusta. Wszystko w jakimś sensie wisi w powietrzu. Tekst jest po prostu “wklepany” prosto na tło, bez żadnych innych elementów zaczepienia.

Szybko jednak orientuję się, dlaczego wszystko wygląda tak surowo: zwróćcie uwagę na liczbę wersji językowych dostępnych w rozwijanym menu u góry strony. Nie liczyłam, ale jeśli widzę nazwy państw takich jak Kolumbia, Filipiny czy Indie, to już wiem, że ktoś się tutaj nieźle postarał. Co ciekawe, nie ma wersji rosyjskiej. Na chybił trafił wybieram wersję fińską i… nic się nie dzieje. Widocznie nie jest jeszcze skończona. Sprawdzam więc wersję polską i tutaj jestem miło zaskoczona, bo ta funkcjonuje i ma się całkiem dobrze. Tekst w zakładce Zespół jest przetłumaczony poprawnie, z pewnością nie jest to efekt przepuszczenia go przez automatycznego tłumacza. W zasadzie wszystkie kluczowe elementy są przetłumaczone. Brakuje co prawda polskich wersji w opcjach komentowania i kilku innych szczegółach, ale uznam to za nieistotne. Wybierając przypadkowo jeszcze kilka innych wersji stwierdzam, że jest nieźle, ponieważ mniej więcej połowa istnieje.

To nakierunkowanie na stworzenie ze strony globalnej wioski odbija się na stronie graficznej w ten sposób, że wszystko musi być łatwo modyfikowalne, a większa ilość grafik mogłaby utrudnić proces tłumaczenia. Coś za coś…

Menu działa na zasadzie drop-down, a więc po najechaniu na daną zakładkę od razu wiemy, czego możemy się spodziewać. Wszystko jest tam, gdzie powinno, ale graficzna surowość niestety razi w oczy. Wygląda po prostu jak robota mało ambitnego amatora. Działy sprawiają wrażenie pustych, a przez to smutnych. Nakłada się na to kolorystyka i niekonsekwentnie umieszczone w tle elementy graficzne. Nie ma tutaj na czym zawiesić oka. Liczne wersje językowe to ogromny plus, ale nie na tyle duży, by przyćmić braki w warstwie wizualnej.

Podsumowanie

Nie dziwi mnie, że wszystkie opisane powyżej strony wykorzystują w mniejszym lub większym stopniu integrację z mediami społecznościowymi. Ten element aktualnie przewija się przez wszystkie witryny, bo to darmowy sposób na promocję, a poza tym żyjemy w kulturze wirtualnych ekshibicjonistów. Pokazujemy wszystkim, co, gdzie i z kim robimy, co nas interesuje, jakie mamy osiągnięcia itd. Dlaczego więc nie mielibyśmy dzielić się też z innymi naszą aktywnością na stronie ulubionego (lub znienawidzonego) zespołu czy wykonawcy? Trzeba to wykorzystywać w promocji, ale przesada też nie jest dobra, co pokazuje przykład The Fray. Strona jest interaktywna, jednak (dobrego) pomysłu na zrobienie tego w odpowiedni sposób nie było i dlatego człowiek szybko się męczy, przeglądając ją. Co innego w przypadku Snow Patrol: tutaj fan też jest angażowany na różne sposoby, ale nie jest to tak nachalne jak w poprzednim przypadku.

Coraz popularniejsza staje się też gra typografią oraz łączenie jej lub nawet zastępowanie grafiką. Wbrew pozorom to też trudna sztuka, która udaje się tylko części. Z opisanych wyżej stron pod typograficznym względem wyróżniają się strony Coldplay oraz Snow Patrol, przy czym na mnie lepsze wrażenie robi jednak ta druga, choć została zrobiona w bardziej tradycyjnym stylu.

Nieudaną jest witryna Kings Of Leon. O ile zgodzę się, że umożliwianie fanom z różnych stron świata przeglądanie strony w ich języku jest bardzo ważne, o tyle muszę zaznaczyć, że komfort przeglądania i ogólna jakość graficzno-merytoryczna strony jest równie istotna. W przypadku Kings Of Leon jest jednak duży rozdźwięk między tymi dwoma aspektami i zdecydowanie nie działa on na korzyść witryny.

Zachęcam do obejrzenia i oceny powyższych stron na własną rękę oraz do podzielenia się swoimi spostrzeżeniami w komentarzach.

Analizując strony korzystałam z najnowszych wersji przeglądarek internetowych Mozilla Firefox i Google Chrome oraz ekranu o rozdzielczości 1280×800 px. W obu przeglądarkach jest zainstalowany AdBlock, więc jeśli gdzieś były reklamy, to ja ich nie widziałam, a w związku z tym nie odniosłam się w żaden sposób do ich obecności.

Powyższy artykuł nie jest opinią specjalisty w dziedzinie budowania stron internetowych. Oceniam głównie aspekty graficzne oraz funkcjonalność z perspektywy średnio zaawansowanego internauty.

Advertisements