Jak reklamować, to wszystkimi drogami, więc nie mogłam pominąć tego miejsca. Nie będę się już jednak rozdrabniać na temat tego, kto wystąpi, dlaczego to wydarzenie jest naprawdę wyjątkowe i o co w ogóle chodzi — o tym wszystkim można przeczytać tutaj i tutaj.

Kiedy pierwszy raz poszłam na Noc Żywych Bębnów w 2010 roku, grałam na djembe od niecałych trzech miesięcy. W związku z tym, że moja grupa nie była jeszcze na tyle zorganizowana, żeby wystąpić, byliśmy na koncercie tylko widzami. I w sumie dobrze się stało, bo dzięki temu miałam możliwość rozdzielenia w czasie tych dwóch niesamowitych przeżyć: uczestniczenia po raz pierwszy w życiu w koncercie tradycyjnej muzyki afrykańskiej, a rok później wystąpienia na scenie przed ogromną widownią w kompozycji muzycznej składającej się z dwóch zachodnioafrykańskich rytmów.

Przez cały czas trwania koncertu w 2010 roku (czyli przez mniej więcej 5 godzin) zbierałam szczękę z ziemi. Kiedy wybrzmiały pierwsze dźwięki bębnów, nie wiedziałam gdzie mam się podziać. Nigdy wcześniej nie widziałam nic podobnego i nie została mi podarowana tak ogromna dawka czystej muzycznej radości i dynamiki. W zależności od melodii i rytmów płynących ze sceny miałam ciarki na plecach, wielki uśmiech na twarzy, a nawet łzy wzruszenia, ale i szczęścia w oczach.

Trafiło mi się, że akurat na tym moim pierwszym koncercie występował między innymi Seckou Keita, griot z Senegalu. Jego kompozycje na korę (zachodnioafrykańską harfę) zrobiły na mnie przeogromne wrażenie. Nic więc dziwnego, że kiedy w zeszłym roku pojawiła się możliwość uczestniczenia w warsztatach djembe prowadzonych właśnie przez Seckou, nie wahałam się ani chwili. I nie żałuję! Seckou okazał się niesamowicie ciepłym i zawsze uśmiechniętym człowiekiem, a w dodatku prawdziwym wirtuozem.

Skład Nocy Żywych Bębnów jest co roku inny, chociaż zawsze występuje zespół organizatorów, czyli szkoły City Bum Bum. W tym roku dołączy do nich między innymi West African Project, którego liderem jest jeden z najlepszych w Polsce djembefola (mistrzów gry na djembe), Kuba Pogorzelski ze Strefy Rytmu. Dzień po koncercie poprowadzi warsztaty, na które również się wybieram.

Tegoroczny koncert będzie dla mnie też o tyle wyjątkowy, że oprócz rytmu, który zagram na djembe wraz ze swoją grupą warsztatową, będę też akompaniować na sangbanie (jednym z bębnów basowych) grupie początkującej.

Co ciekawe, pierwsza część koncertu, podczas której występują właśnie amatorzy, zawsze wzbudza najwięcej emocji. Pewnie wynika to z faktu, że zespoły to zespoły — ćwiczą, zarabiają na tym, że grają itd. A w przypadku amatorów zawsze jest możliwość, że ktoś się przeuroczo pomyli albo nagle zapomni, co ma grać. Ale wszyscy te występy traktują BARDZO poważnie. Jednak mimo tej powagi, najważniejszym elementem Nocy Żywych Bębnów zawsze jest radość.

Advertisements